Wyprawa ta była zwieńczeniem mojego rocznego pobytu w Indiach i zaplanowana została jako pożegnanie z tym krajem.
Udałem się w podróż samotnie, w przeciwieństwie do poprzednich wycieczek odbywanych w mniejszych lub większych grupach, wyłącznie z ludźmi tam poznanymi. Podróżowanie samemu ma tą zaletę, że pozwala się skupić dokładnie na tym, co jest dla samego podróżnika interesujące i, o ile samotność nam nie doskwiera, daje możliwość innego spojrzenia na obserwowane fakty i spotykanych ludzi.
Poniżej krótkie opowiadania z wypraw do:
==============================================================
AGRY
Wyprawę rozpocząłem z Ahmedabadu, w którym spędziłem większość mojego pobytu w Indiach - pociągiem do Delhi, a następnie do Agry. Pierwszy z odcinków to jakieś 16 godzin pociągiem, drugi następne 6. Około godziny 12-tej drugiego dnia podróży byłem w Agrze - mekce turystów podróżujących do Indii, najbardziej znanym na zachodzie mieście w Indiach. Nie ujmując nic z uroku tego miejsca, jest to miasto, w którym natarczywość sprzedawców daje się poważnie we znaki - dosłownie na każdym kroku można ich spotkać dziesiątki, niezrażających się nawet trzecim i piątym "Nie". Udało mi się odwiedzić Agrę poza sezonem, co ułatwiało znacząco szukanie hotelu i targowanie się pokój w hotelu oraz jakiekolwiek zakupy.
Za radą właściciela hotelu zdecydowałem się odwiedzić mauzoleum Tadż Mahal dopiero następnego dnia z samego rana (bramy otwierane są o 6.00.). Pomysł ten jest o tyle dobry, że budynek ten bardzo szybko się nagrzewa w upalnym indyjskim słońcu i spacerując po nim boso (obowiązek - mauzoleum!!!) odczuwamy nieprzyjemne drażnienie stóp. Około godziny 10-tej słońce jest już na tyle silne, że utrudnia znacząco robienie zdjęć oraz obserwowanie śnieżnobiałego budynku nie wspominając samego komfortu zwiedzania. Nie bez znaczenia jest również fakt, że od wschodu słońca przez ok. 2 godziny Tadż Mahal mieni się różnorakimi kolorami, co jest rozkoszą dla oczu. Miałem więc okazję doświadczyć tego wszystkiego, ale dopiero drugiego dnia, ponieważ pierwszego wybrałem się zwiedzać zamek (fort) stojący nieopodal, który pełnił również funkcję pałacu. Jest on ogromny i już z daleka dostrzec można jego ogrom. Przy kasie niemiła niespodzianka - oddzielne bilety (i oczywiście ceny) dla obcokrajowców: 300 rupii (25 zł) przy 20 rupiach dla Hindusów. Nawiasem mówiąc w Tadż Mahal relacja ta jest jeszcze mniej korzystna - 750 rupii (60 zł) oraz standardowe 20 dla krajan Gandiego.
Z fortu można dostrzec najsłynniejsze na świecie mauzoleum - podobnym widokiem cieszył się przez 8 lat jego budowniczy - Shah Jahan, który wybudował owe mauzoleum po śmierci jednej z 3 żon, która w wieku 36 lat zmarła przy porodzie ich 14-tego dziecka. Kilka lat po ukończeniu budowy został on uwięziony przez swojego syna Aurangzeba właśnie w pałacu w Agrze skąd mógł obserwować grobowiec swej żony. Słynny budowniczy planował bowiem wybudowanie drugiego, czarnego Tadż Mahal po drugiej strony rzeki Jamuny, tym razie dla siebie. Rozpoczęto już nawet prace przygotowawcze, co było bezpośrednim powodem przejęcia władzy przez okrutnego syna (poza uwięzieniem ojca zamordował również 3 swoich braci, rywali do tronu). Syn doszedł do wniosku, że król nie ma prawa wydawania publicznych pieniędzy na grobowce i dlatego zdecydował się go uwięzić.
Sam zamek jest bardzo zadbaną budowlą, posiadającą wiele dziedzińców oraz izb udostępnionych do zwiedzania. Przy wejściu czekają gotowi do pomocy przewodnicy oferujący swoje usługi za 80 rupii (6,50 zł). Cały zabytek otoczony jest 10-metrowym murem oraz sporych rozmiarów fosą, w której ponoć 4 wieki temu znajdowały się krokodyle. Zamek posiada kilka poziomów (kondygnacji), które zaprojektowane zostały jako kolejne linie obrony w czasie ewentualnego oblężenia. Dookoła zamku znajdują się budki oraz kramy z pamiątkami, przygotowanymi specjalnie dla niezorientowanych w cenach turystów. Pewien handlowiec oferował mi małe, drewniane pudełko szachów, jakie wcześniej miałem okazje widzieć na targowisku w Delhi za 100 rupii. On oferował je za "jedyne" 700 rupii!!! Oczywiście w miarę oddalania się od niego cena ulegała korekcie i ostatnią ceną, jaką on sugerował było 300 rupii. Położyłem się tego dnia wcześniej niż zwykle w moim pozbawionym okien pokoju (jedyne 150 rupii za noc - 12 zł), po to by nie mieć następnego dnia problemów z wstawaniem. Poprosiłem również jednego z pracowników o obudzenie mnie o 5.30. czego jednak nie udało mu się dokonać. Mnie obudził o 4.30. ból brzucha, który czasem towarzyszy w podróżach, szczególnie tych kulinarnych. Tym razem powitałem go z mniejszym rozczarowaniem, bo gdyby nie on pewnie nie mógłbym cieszyć się Tadż Mahal o poranku. Przy samej bramie spotkałem jeszcze Kanadyjkę (turystkę, nie łódkę), która nie miała pieniędzy na kolejny bilet (zwiedzała mauzoleum dzień wcześniej) i przyszła jedynie przyjrzeć się ludziom wchodzącym do środka. Później zobaczyłem to, po co przyszedłem....
Cokolwiek by nie mówić Tadż Mahal godzien jest krążących o nim opinii i zdecydowanie wart zobaczenia. Pietyzm, z jakim wykonano budowlę powala na kolana a szczegóły samego przedsięwzięcia wzmacniają efekt: 20 tys. robotników pracowało przez 22 lata - 10 tys. w ciągu dnia, kolejne 10 tys. nocami; części z nich amputowano później kciuki albo i całe dłonie, żeby nie byli w stanie powtórzyć doskonałości arcydzieła; zbudowanie głównego budynku zajęło 17 lat, pozostałe 5 lat przeznaczono na pozostałe budynki (meczety, sarkofagi, domy dla gości). Tadż Mahal zbudowany jest w całości z białego marmuru zdobionego tysiącami kamieni półszlachetnych sprowadzanych z odległych zakątków ówczesnego świata; na wewnętrznych oraz zewnętrznych ścianach wersety Koranu wykonane z czarnego onyksu (sprowadzonego z Belgii); litery wraz z wysokością są coraz większe, co przy czytaniu sprawia wrażenie niezmienności rozmiarów; 4 minarety o wys. 65 metrów odchylone są delikatnie od pionu na zewnątrz, aby w przypadku ewentualnego trzęsienia ziemi nie zawaliły się na główną budowlę. Spędziłem 3 godziny oglądając i fotografując zabytek i nie mogąc nacieszyć nim oczu. Dla takich momentów warto podróżować - coś, co widzimy jedynie w gazetach lub na zdjęciach nagle staje się tak bliskie, wydaje się wtedy, że wszystko można osiągnąć. Agra stała się dla mnie jednym z tych magicznych miejsc, o których się nie zapomina. Są one niejako dowodem na to, co się może w życiu udać. Świadomość tego wraca zawsze, kiedy oglądam zdjęcia Tadż Mahal...
============================================================
JAIPURU
Z Agry udałem się w podróż do Jaipuru - autobusem niestety. Podróż trwała 6 godzin po wątpliwej jakości indyjskich drogach. Ok. godziny 20 byłem w Jaipurze i z niezawodnym przewodnikiem Lonely Planet zabrałem się do szukania noclegu. Po drodze oczywiście można było spotkać wiele osób doradzających w wyborze najlepszego sposobu spędzenia czasu w mieście oraz znalezienia miejsca na nocleg. Jaipur ma odrobinę złą sławę jako miasta, w którym spotkać można naciągaczy - oferują oni pomoc w zwiedzaniu miasta i nalegają na opłacane przez nich obiady, by w końcu wykorzystując zdobyte zaufanie skłaniać do zakupu drogich kamieni, które w rzeczywistości okazują się nic nie wartymi świecidełkami. Mnie również dane było spotkać kogoś takiego, na szczęście jednak spotkanie to było bardzo krótkie i poza nachalnymi sprzedawcami większych nieprzyjemności nie zaznałem. Jaipur nazywany jest "Różowym miastem" i faktycznie na takie wygląda - wiąże się to z wydarzeniem, jakie miało miejsce w XIX wieku, kiedy to na przyjazd jednego z dygnitarzy brytyjskich pomalowano całe miasto właśnie na ten kolor.
To, co również ciągnęło mnie do Jaipuru to sława jako miejsca, w którym wytwarza się duże ilości różnego rodzaju rękodzieła - kamienie półszlachetne, ręcznie czerpany papier, wyroby z żywicy drzewa lakowego i wiele innych. Ponad połowę czasu z 4 dni spędzonych w Jaipurze poświęciłem na szukanie producentów i sprzedawców rzemiosła. Wiele z tych miejsc nie jest dobrze zaopatrzonych, są jednak i takie, które z powodzeniem mogłyby funkcjonować w miastach europejskich. Znakomita większość osób parających się tym biznesem potrafi mówić po angielsku, co znacznie ułatwia komunikacje. Praca nie była jednak jedynym zajęciem, jakiemu poświęcałem się w Jaipurze - jest to bowiem miasto słynące z wielu zabytków oraz długoletniej i bogatej historii. To, co było mi dane zwiedzić to między innymi: Pałac Królewski, kilkusetletnie obserwatorium astronomiczne, Pałac Wiatrów (Hawa Mahal) oraz fort Amber (czyt. 'Amer') znajdujący się ok. 10 km poza miastem. Szczególnie ten ostatni zabytek godzien jest uwagi - zbudowany na litej skale ufortyfikowany pałac przez wiele lat pełnił funkcję stolicy i siedziby radży, jednakże z uwagi na trudności natury administracyjnej i logistycznej zdecydowano się w końcu na zbudowanie od podstaw nowego miasta. Tym miastem był właśnie Jaipur.
Możliwa jest przejażdżka słoniem z Jaipuru do Amber (400 rupii, 30 zł), której niestety nie doświadczyłem. Spotkałem jednak po drodze "zaklinaczy węży", którzy wyglądali raczej na oprawców tego biednego stworzenia. Kobra, bo to o niej mowa, nie miała już zębów jadowych, była więc niegroźna. Zrobiłem jedynie zdjęcie, za które zapłaciłem 5 rupii, i zostawiłem panów w spokoju. Widok ze szczytu Amber jest doprawdy imponujący - zamek zapewne doskonale spełniał swe funkcje obronne. Dostanie się na jego szczyt przeciętnemu turyście z Polski zajmuje ok. 30 min stromym podejściem, a jego zwieńczenie otoczone jest wysokim murem. Po powrocie do Jaipuru spędziłem czas spacerując po prostu po mieście. Możliwości tej przyjemności są jednak ograniczone, gdyż w ciągu dnia piekące, indyjskie słońce bardzo szybko męczy, a wieczór pozbawiony jest ilości świateł, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. Nic to jednak - po położeniu się do łóżka ok. godziny 22-23, z uwagi na zmęczenie, nie miałem żadnych problemów z zasypianiem i budziłem się w miarę rześki już ok. 7 rano następnego dnia. Udało mi się tym razem dostać pokój z oknem, co nie jest takie oczywiste w przypadku hoteli z pokojami za 150-200 rupii za dobę. Ostatniego dnia wybrałem się jeszcze na małą przechadzkę, wiele jednak miejsc było zamkniętych. Powodem był dzień wolny od pracy - niedziela. Zupełnie straciłem rachubę czasu w tej podróży. Około godz. 13 miałem pociąg do Jodhpuru.
============================================================
JODHPURU
W trakcie podróży pociągiem udało mi zauważyć i sfotografować niesłychanie zatłoczone pociągi - dosłownie setki studentów lub uczniów wybierało się na egzaminy.
Jodhpur nazywany jest niebieskim miastem i, podobnie jak rzecz miała się w przypadku Jaipuru, miasto zostało przemalowane na niebiesko jako wyraz gościnności wobec odwiedzającego je brytyjskiego dyplomaty. Jak zwykle niezawodny okazał się przewodnik Lonely Planet, bez którego po prostu nie wyobrażam sobie podróżowania po tym kraju. Każdy najmniejszy hotel jest tu wzmiankowany, większość sklepów, restauracji oraz wszystkie ważniejsze zabytki są również opisane. Sami Hindusi dziwili się jak wiele informacji można znaleźć na temat ich miast w tej książce. Podróżując z tym przewodnikiem posiada się duży komfort rozmowy z autochtonami, znane są nam bowiem pułapki oraz trudne sytuacje, na jakie należy uważać przybywając z wizytą. Tyczy się to zwłaszcza wyboru hotelu, zawierania nowych znajomości czy też nabywania różnych towarów. Hotele wymienione w przewodniku można odwiedzać z przeświadczeniem bliskim pewności co do przynajmniej przyzwoitego poziomu jakości obsługi. Nie zdarzyło mi się nigdy, że coś opisane okazało się nieprawdą. Wybrałem, więc jeden z wzmiankowanych tam hoteli i po noclegu wybrałem się na zwiedzanie miasta.
Jodhpur w przeciwieństwie do pozostałych miast Radżastanu nie oferuje wiele, poza zapierającą dech w piersiach warownią. Dostać na jej szczyt można się w dwojaki sposób: rikszą (samochodem) bądź też krętą ścieżką wokół murów. Ze szczytu roztacza się cudowny widok na całą okolicę, zamek dominuje bowiem nad przyległymi terenami. Dokładnie widać dlaczego Jodhpur nazywany jest niebieskim miastem.
Wraz z rozwojem miasta zaczęły pojawiać się też i problemy - zanieczyszczenie, brak kanalizacji. Identyczna sytuacja ma miejsce w Jaisalmer. Ośrodki te nie radzą sobie po prostu z napływem ogromnej ilości turystów, jacy każdego roku odwiedzają Radżastan. Z uwagi na rozwój miasta i wzrost konsumpcyjności miasto zużywa 120 litrów wody na 1 mieszkańca - ponad 12 razy więcej niż przewidziana wydajność systemu odprowadzania wody i ścieków. Sytuację utrudnia natura - w czasie pory deszczowej w 1993 roku około 250 historycznych budynków w całości lub częściowo uległo zniszczeniu; kolejne zostały zniszczone w czasie trzęsienia ziemi, jakie w 2001 nawiedziło płn-zach Indie.
============================================================
Adam Szymański




